Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/254

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dali im jedynie — lub przywrócili — ich właściwości i poszczególne atrybuty, z których je wyzuto.
— Jak ci się podobało Trocadero, ty mała warjatko?
— Wściekle jestem kontenta, żem je puściła kantem, aby być z tobą. Jako budynek to dosyć plugawe, prawda? To Davioud, zdaje się?
— Ależ moja Albertynka się kształci! W istocie, to Davioud, ale zapomniałem o tem.
— Kiedy ty śpisz, ja czytam twoje książki, leniuchu.
— Słuchaj, mała, doprawdy, ty się zmieniasz tak prędko i stajesz się taka inteligentna (to była prawda, ale pozatem chciałem, aby, w braku innych satysfakcyj, Albertyna mogła sobie powiedzieć, iż czas spędzony u mnie nie jest dla niej tak całkiem stracony), że zwierzyłbym ci w potrzebie rzeczy, powszechnie uznane za fałsz, a odpowiadające prawdzie której szukam. Czy wiesz, co to jest impresjonizm?
— Doskonale.
— A więc oto co chcę powiedzieć. Przypominasz sobie kościół w Marcouville l’Orgueilleuse, którego Elstir nie lubił, bo był nowy. Czy Elstir nie sprzeniewierza się własnemu impresjonizmowi, wyjmując te budowle z ogólnego wrażenia w którem są zawarte, aby je wydobyć poza światło w którem są roztopione i badać nakształt archeologa ich swoistą wartość? Kiedy maluje, czyż szpital,