Strona:Marcel Proust - Wpsc06 - Uwięziona 01.djvu/229

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


z okresu naszej miłości istnieją tem bardziej występki z czasu gdyśmy ich nie znali, a pierwszym z nich jest ich natura. Mękę takiej miłości stanowi preegzystujący przed nią jakgdyby grzech pierworodny kobiety, grzech który każe nam je kochać, tak iż kiedy zapominamy o nim, mniej jej potrzebujemy i aby zacząć na nowo kochać, musimy zacząć na nowo cierpieć.
W tej chwili obawa by Albertyna nie spotkała owych dziewcząt oraz myśl czy ona zna Leę, to były rzeczy które mnie najbardziej obchodziły, wbrew temu, że fakty powinny nas interesować jedynie w ogólnym sensie i że dzieciństwem, równem dzieciństwu podróży lub chęci poznania kobiet, jest rozdrabniać ciekawość na to, co przypadkowo skrystalizowało się w naszej myśli z niewidzialnego strumienia okrutnych realności, które nam pozostaną na zawsze nieznane. Zresztą, gdybyśmy nawet zdołali zniszczyć tę krystalizację, natychmiast zastąpiłaby ją inna. Wczoraj bałem się, aby Albertyna nie poszła do pani Verdurin. Teraz zaprzątała mnie jedynie Lea. Zazdrość, która ma przepaskę na oczach, nietylko niezdolna jest odkryć cośkolwiek w ciemnościach które ją spowijają; jest ona także jedną z owych mąk, każących wciąż rozpoczynać trud bez końca, jak pracę Danaid, jak pracę Ixiona. Nawet gdyby tam nie było przyjaciółek Lei, jakie wrażenie mogłaby sprawić na niej sama Lea, upiększona kostjumem, uświet-