Strona:Mali mężczyźni.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   88   —


Panią Ludwikę doprowadzał Dan do ostatecznego zniecierpliwienia się, po kilka razy dziennie; ale się go nie chciała wyrzec i powtarzała ciągle, że w nim jest dobry materyał, bo chociaż dla ludzi jest przykrym, to przynajmniéj zwierzęta lubi, — a co najważniejsza: ujął sobie serduszko Teodorka. Cały dom nie mógł się wydziwić, dla czego malec tak przylgnął doń od razu; ile razy go zobaczył — szczebiotał, wyciągając rączki; wolał jeździć na jego barkach, niż na innych, i sam z siebie, nazywał go ,mój Dancio‘. Teodorek był jedyną istotą, któréj Dan okazywał także pewną życzliwość; ale ją objawiał tylko wtenczas, kiedy nikt nie patrzył. Ponieważ jednak matki mają bystre oczy i odgadują osoby kochające ich dzieci, pani Bhaer spostrzegła, że Dan mimo szorstkości, ma dobry kącik w sercu, i postanowiła zjednać go sobie. Niespodziany i okropny wypadek wygnał go atoli z Plumfield i zniweczył jéj plany.
Z początku Tomek, Alfred i Adaś widząc, że inni unikają tego chłopca, wzięli go w opiekę; ale po niejakim czasie, jął wywierać jakieś czary i wszyscy zamiast spoglądać z góry, zaczęli go podziwiać: każdy z innéj przyczyny. Tomkowi podobała się jego zręczność i odwaga, Alfred był wdzięczny za dawne przysługi, Adaś widział w nim uosobienie ciekawéj książki z historyami — Dan umiał bowiem w bardzo zajmujący opowiadać swoje przygody. Ponieważ mu to pochlebiało, że ci trzej ulubieńcy całego zakładu garną się doń, starał się im przypodobać, i w tém zawierała się tajemnica jego czarów.
Państwo Bhaer byli zdumieni nowym wychowańcem i nietracąc nadziei, że chłopcy dobrze nań wpłyną, z pewnym niepokojem wyglądali jednak następstw téj próby.