Strona:Mali mężczyźni.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pieczy ziemskiego opiekuna, którego zacnéj ręki nigdy nie dotknął, bez przypomnienia sobie, że dobrowolnie przecierpiała ból dla jego dobra.





Rozdział piąty.
Niespodzianka.

„Co ci to, Stokrotko?“
„Chłopcy nie chcą, żebym się z nimi bawiła.“
„Dla czego?“
„Mówią, że dziewczynka nie może grać w piłkę.“
„Może, kiedym ja dawniéj grywała!“ odrzekła pani Bhaer śmiejąc się na wspomnienie swych młodocianych psot.
„Ja wiem że umiałabym, bom grywała dawniéj z Adasiem, i szło nam wybornie; ale teraz wzbrania mi tego, żeby się chłopcy nie wyśmiewali!“ powiedziała Stokrotka, zasmucona nielitościwém sercem brata.
„Kto wié czy nie ma słuszności, moja droga? Gdyby was było tylko dwoje, toby uszło; ale grać z dwunastu chłopakami, wcale niestosowném dla ciebie. Obmyślę ci za to inną, ładną grę.“
„Już mi się tak znudziło bawić się saméj,“ żałośnie odrzekła Stokrotka.
„Pobawię się z tobą późniéj, ale teraz muszę przygotować różne rzeczy, bo się wybieram do miasta. Zabiorę cię z sobą, więc zobaczysz Mamę, a nawet będziesz mogła zostać u niéj.“
„Chętnie pojadę zobaczyć Mamę i maleńką Józię, alebym wolała wrócić z ciocią, bo Adaś tęskniłby, i zresztą mnie tu jest dobrze.“