Strona:Mali mężczyźni.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieznanych,“ powiedział pan Bhaer siadając obok niego, podczas gdy Franz uczył młodszą dziatwę, tabliczki mnożenia,
„Doprawdy?“ spytał Alfred z niedowierzeniem. „Tak, mój chłopcze; umiész naprzykład opanować swój temperament, a Jakubek który w prawdzie biegłym jest w rachunkach, tego znów nie potrafi. Jest to ważna umiejętność, i zdaje mi się że ją gruntownie posiadasz. Daléj, potrafisz grać na skrzypcach, tego również żaden z twoich kolegów nie umié — a co najważniejsze: szczerze pragniesz nauczyć się czegoś, co jest połową wygranéj. Z początku życie wyda ci się tutaj trudném, doznasz nieraz zniechęcenia, — lecz jeżeli wytrwasz w pracy, będzie się stawało coraz łatwiejszém.“
Alfredowi twarz pałała, gdy słuchał wyliczania swych umiejętności; bo chociaż szereg był krótki, niezmiernie go to ucieszyło, że już coś ma na początek. „Prawda, że umiem opanować temperament, bo mię ojciec biciem tego nauczył; prawda i to, że potrafię grać na skrzypcach, chociaż nie wiem gdzie jest zatoka Biskajska,“ pomyślał z uciechą, trudną do opisania. Potém rzekł uroczyście i tak głośno, że aż Adaś usłyszał:
Chcę się uczyć i będę dokładał starań. Nigdym nie chodził do szkoły, ale nie moja w tém wina; i jeżeli chłopcy nie będą mię wyśmiewać, to mi tu będzie doskonale, boście tacy dobrzy dla mnie, ty i pani Bhaer.“
„Nie będą się wyśmiewać, ale gdyby sobie który pozwolił, tobym... tobym... zakazał!“ wykrzyknął Adaś, zapominając gdzie się znajduje.
Gdy około południa nauki zostały przerwane