Strona:Mali mężczyźni.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


familijném kółku, — i dla tego strapienie bynajmniéj nie stanęło w owym roku na przeszkodzie.
Wszyscy przybyli: państwo March z ciocią Małgosią, tak słodką i ładną, pomimo czarnéj sukni i wdowiego czepeczka, okalającego jéj spokojną twarz! Wuj Teodorek z żoną i z prześliczną księżniczką, która mając przy błękitnéj sukience wielki bukiet z cieplarnianych kwiatków, włożyła chłopcom po jednym w dziurkę od guzika, co im nadawało pozór elegancki i świąteczny. Wuj Teodorek przedstawił także domowym nowego gościa, mówiąc:
„To jest pan Hyde; zapytywał mię o Dana, wiec ośmieliłem się przywieść go tu dziś, żeby się przekonał o jego postępach.“
Państwo Bhaer przyjęli go serdecznie przez wzgląd na Dana, radzi, że o nim ktoś pamięta; ale po chwilce rozmowy, cieszyło ich to zapoznanie się dla niego samego, taki był naturalny, prosty a zajmujący. Miło im było widziéć, jak się Danowi twarz rozjaśniła, gdy spostrzegł przyjaciela; jak się pan Hyde uradował zmianą zaszłą w obejściu i powierzchowności chłopca; i jak zapomniawszy o różnicy wieku, ukształcenia i stanowiska, rozmawiali w kąciku o przedmiocie zajmującym ich obu, porównywali notatki i zdawali sobie sprawę, z prac ubiegłego lata.
„Musimy wcześnie zacząć widowisko, bo aktorowie gotowi usnąć,“ rzekła pani Ludwika, skoro się skończyły powitania.
Wszyscy zasiedli więc w klasie, przed zasłoną z dwóch dużych kołder. Dzieci znikły poza nią, zdradzając jednak swę obecność tłumionym śmiéchem i wesołymi okrzyki. — Przedstawienie zaczęło się od ożywionych ćwiczeń gimnastycznych, pod kierunkiem Franza. Sześciu starszych chłopców w niebieskich