Strona:Mali mężczyźni.djvu/319

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


liwy. Pewnego dnia, jedna z sąsiadek przysłała koszyczek agrestu; ponieważ nie uraczyliby się nim wszyscy do syta, miss Katarzyna lubiąc sprawić chłopcom przyjemność, upiekła dwanaście wybornych pasztecików, które nadziała tym owocem.“
„Chciałabym jeść kiedy takie ciasteczka, bom ciekawa czy podobne do moich, z malinami,“ rzekła Stokrotka w któréj pociąg do kuchni ożywił się znowu podówczas.
„Cicho!“ powiedział Alfred zatykając jéj buzię pękatą makówką, bo go zaciekawiała ta historya, i podobał mu się jéj początek.
„Skoro się ciastka upiekły, miss Katarzyna zaniosła je do szafy stojącéj w najparadniejszym pokoju, i nie wspominała o nich, chcąc zrobić chłopcom niespodziankę przy herbacie. Gdy nadeszła ta chwila, i wszyscy zasiedli do stołu, udała się po nie, lecz wróciła bardzo pomięszana, bo — zgadnijcie co się przydarzyło?“
„Ktoś je porwał!“ zawołał Antoś.
„Nie, ciastka zostały: ale wykradł ktoś wszystek owoc, w ten sposób, że zdejmował wierzch, — a wyjadłszy nadzienie, kładł go napowrót.“
„Co za bezwstydny figiel!“ zawołała Andzia spoglądając na Tomka, aby mu dać niejako do zrozumienia, że byłby zdolny zrobić to samo.
Gdy miss Katarzyna opowiedziała chłopcom o swych dobrych chęciach, i pokazała okradzione ciasteczka, bardzo ich to zasmuciło, i jednym głosem zapewnili, że nie wiedzą o niczém.
„Może-to szczury wzięły?“ odezwał się najgłośniéj Ludwik.
„Gdyby one się zakradły, schrupałyby całe ciastka, niewybiérając agrestu: tego się dopuściły ręce,“