Strona:Mali mężczyźni.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w stary but, gąbkę zwilżoną w tym płynie i wpuszczała weń kota, łebkiem na dół. Usypiał natychmiast, odurzony zapachem, i zanim się ocucił biédak, topiła go w gorącéj wodzie.“
„Mam nadzieję, że wtenczas nic nie czuł. — Trzeba to opowiedziéć Stokrotce. — Tyś dużo ciekawych rzeczy już widział, nieprawda?“ rzekł Adaś, i zamyślił się o doświadczeniu tego chłopca, który kilkakrotnie uciekał w świat, i sam jeden radził sobie w wielkiém mieście.
„Czasami tego żałuję.“
„Czemu? Alboż to nie miło przypomniéć sobie przeszłość?“
„Nie.“
„Dziwna rzecz, jak ciebie nic nie zadawalnia,“ powiedział Adaś, i objąwszy rękoma kolana, z zadumą patrzył w niebo.
„Prawda, że mi jest djable trudno dogodzić, — to jest — nie chciałem się tak wyrazić —,“ rzekł Dan, i przygryzł sobie usta, bo to niebaczne słówko wymknęło mu się mimowoli, a chciał być jeszcze ostrożniejszym z Adasiem, aniżeli z innymi kolegami.
„Niech ci się zdaje, żem nie słyszał; zresztą, jestem pewien, że już się tak nigdy nie odezwiesz,“ powiedział Adaś.
„Jeżeli zdołam się powstrzymać. Jestto jeden z przykrych zabytków przeszłości. Staram się otrząsnąć z niego, ale daremnie,“ rzekł Dan z widoczném zniechęceniem.
„Owszem, daleko rzadziéj teraz używasz brzydkich wyrazów, i ciocia Ludka bardzo rada z tego, bo cię trudno było odzwyczaić, jak mówi.“
„Doprawdy? cieszę się!“ zawołał Dan weseléj.