Strona:Mali mężczyźni.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się także, więc się doskonale zabawimy, koczując po sklepach.“
Poszli pod rękę, rozprawiając o nowych zamysłach, z zabawną powagą i z przedsmakiem słodkiéj uciechy, jakiéj się doznaje, dopomagając biédniejszym od siebie.
„Wgramolmy się do gniazda i wypocznijmy gatunkując liście, bo się tam zdaje tak chłodno i miło,“ rzekł Adaś, gdy wraz z Danem wrócili z dalekiéj przechadzki do lasu.
„Dobrze,“ odpowiedział Dan zwięźle, jak zazwyczaj.
„Dla czego brzoza traci prędzéj liście, niż inne drzewa?“ spytał ciekawie Adaś, — ufny, że mu Dan zawsze odpowié.
„W odmienny sposób są uwieszone. Czy nie widzisz, że łodyga inaczéj trzyma się liścia, a inaczéj gałązki? Stądto porusza się, za najmniejszym powiewem wiatru. U wiązu, liść nie jest tak ruchliwy, bo wisi prosto.“
„Jakie to zajmujące! Czy i z tém dzieje się tak samo?“ zapytał Adaś, trzymając gałązkę akacyi, którę odłamał od drzewka, rosnącego na łące.
„Nie; liście od akacyi należą do rodzaju zamykających się, za dotknięciem. Połóż palec w środku łodygi, to zobaczysz, czy się nie zwiną,“ rzekł Dan, przyglądając się kawałkowi miki.
Adaś zaraz zrobił próbę, i listki tak się zwinęły, że gałązka zdawała się ich miéć jeden rząd, nie dwa.
„Jak mnie to zaciekawia! Powiédz mi co jeszcze o innych liściach, naprzykład o tych,“ rzeki Adaś, i podał nową gałązkę.
„Tymi żywią się jedwabniki, które żyją na liściach morwowych, póki nie zaczną same prząść. Zwiedzałem