Strona:Mali mężczyźni.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszyscy, a na czele pan Bhaer, tak głośno wykrzyknęli „hurra!“, że się aż Azya zalękła w kuchni, a przechodzący wówczas koło domu staruszek, zaczął kręcić głową i rzekł: „Za moich młodych lat, inne były szkoły.“
„Dan trzymał się tęgo przez chwilę, ale go zwalczyła radość pani Ludwiki. Nagle, pobiegł przez sień do bawialnego pokoju, gdzie ona także podążyła, i przez pół godziny nie pokazali się nikomu.
Panu Bhaer było bardzo trudno uciszyć zgorączkowaną gromadkę; widząc zatém, że lekcye nie mogą dobrze pójść, zaczął opowiadać tę starą a piękną historyę o dwóch przyjaciołach, wsławionych wiernością dla siebie. Chłopcy pilnie słuchali i opowieść ta wraziła im się w pamięć, gdyż serca ich były właśnie wzruszone, skromniejszą parą przyjaciół. Kłamstwo Dana było wprawdzie rzeczą naganną; ale przyjaźń powodująca nim, i męstwo z jakiém znosił upokorzenia należące się innemu, podniosły go do godności bohatera. Uczciwość i honor nabrały dla nich nowego znaczenia; dobre imię stało się im droższém od złota, gdyż poznali, że straciwszy je, niemożna odzyskać za pieniądze, i odtąd życie spływało im błogo, bo wszyscy nawzajem ufali sobie.
Tomek z chlubą przywrócił dawną firmę; Alfred poświęcał się całkiem Danowi; a inni chłopcy starali się wynagrodzić im obu dawniejsze podejrzenia i oziębłość. Pani Ludwika cieszyła się swą trzódką, profesor zaś niezmordowanie opowiadał o swym Damonie i Pytyasie.