Strona:Mali mężczyźni.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Oni nas niemniéj uczą żyć, jak my ich,“ odezwał się pewnego razu pan Bhaer.
„Niedomyśłając się tego, często wskazują, w jaki sposób najlepiéj ich prowadzić,“ rzekła na to pani Ludwika.
„Miałaś słuszność, dowodząc, że obcowanie chłopców z dziewczętami, wywiéra obustronnie dobry wpływ. Alfred ożywił Stokrotkę, a Becia lepiéj od nas cywilizuje tych małych niedźwiedzi.“
W téj chwili, chłopcy weszli do sieni; i Tomek nietylko sam zdjął kapelusz, ale i Antosiowi zrzucił go z głowy, spostrzegłszy księżniczkę na koniu z biegunami, w orszaku Robcia i Teodorka, którzy pędząc na krzesłach, udawali usłużnych rycerzy.
„Prawda, że nasi chłopcy nabiérają coraz więcéj poloru; ale mam nadzieję, że nie wpadną w ostateczność, i nie staną się nigdy przesadnie wykwintni. — Chciałabym, żebyśmy w nich wpoili dobroć przeświecającą w najprostszym czynie, i aby każdy z nich był tak uprzejmy i serdeczny, jak ty, mój najdroższy!
„Ta, ta, ta! Dajmy pokój komplimentom, bo jak ci się zacznę odpłacać, to uciekniesz; a miałbym ochotę używać téj błogiéj godzinki, do końca,“ rzekł pan Bhaer. Jednak widocznie był rad z pochwały, gdyż pochodziła z głębi szczerego serca; pani Ludwika zaś czuła, że mąż nie mógł jéj nic lepszego powiedziéć, jak to: że obok niéj znajduje najmilszy wypoczynek i najprawdziwsze szczęście.
„Co się tyczy dzieci, to ci miałam jeszcze powiedziéć, żem niedawno spostrzegła nowy dowód dobrego wpływu Złotowłoséj,“ rzekła pani Ludwika, przysuwając swe krzesło do sofy, na któréj mąż wypoczywał po całodziennéj pracy. „Andzia nielubiąc szycia, pracowała dziś parę godzin nad jakimś osobliwym