Strona:Mali mężczyźni.djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przedziałkę w szufladce. — Patrz, niektóre są już przegrodzone na cztery części, inne każę tak samo urządzić, żeby na każdy tydzień była jedna skrytka. Skoro się szuflada napełni ciekawemi rzeczami, tak będę dumną jak ty; może nawet bardziéj, bo w tych chrabąszczach, mchach, i barwnych motylkach, będę widziała: dobre postanowienia spełnione, wady pokonane, i obietnicę wiernie dochowaną. — Cóż Danie, zrobimy to?“
Odpowiedział jéj na to spojrzeniem, które wyrażało że czuje i rozumié jéj życzenia i słowa, chociaż nie potrafi dziękować. Pani Bhaer widząc z jego zarumienionéj twarzy, iż doznał pożądanego wrażenia, wyciągnęła już tylko górną szufladę, wytarła ją z kurzu, i postawiwszy na dwóch krzesłach przy sofie, rzekła wesoło:
„Zacznijmy od poukładania chrząszczy w bezpieczném miejscu. Jak widzisz, można dużo rzeczy nakłaść w te przedziałki. Motyle poprzypinam po bokach w około; będzie im dobrze i nie zajmą miejsca ciężkim przedmiotom, które ułożymy na dnie. Dam ci waty, czystego papiéru i szpilek, żebyś był zaopatrzonym na cały tydzień.“
„Cóż mi z tego, kiedy nie mogę wychodzić po nowe okazy!“ rzekł Dan, z żałością patrząc na nogę.
„Prawda; ale na tydzień wystarczą ci te zapasy; a jak poprosisz chłopców, to ci potém naznoszą mnóstwo rzeczy.“
„Oni się na tém nie znają; zresztą póki tu leżę, nie będę mógł ani pracować, ani się uczyć, ani zasługiwać na te szufladki.“
„Dużo jest lekcyi, których się możesz uczyć tutaj. Przytém, mógłbyś dla mnie wykonywać różne drobne zadania.“