Strona:Mali mężczyźni.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Nie wiedziałem, że tu istnieje prawo tyczące się walki byków.“
„Ponieważ nie spodziewałem się tego igrzyska w Plumfield, prawo takie nie zostało wydane,“ powiedział pan Bhaer, uśmiechając się mimowoli z tłumaczenia się Dana, poczém dodał poważnie: „Ale u nas pierwszém i najważniejszém prawem jest to, aby miłosiernym być względem niemych istot; chcę bowiem, aby tak ludzie, jak zwierzęta, znajdowali tu szczęście, kochali nas, ufali nam i służyli — jak my się staramy kochać ich, ufać i służyć im wiernie i chętnie. Nieraz mówiłem, żeś lepszy dla zwierząt, niż dla ludzi, i pani Bhaer bardzo się podobała ta mniemana oznaka dobrego serca, aleś nas zawiódł i zasmucił, bośmy się spodziéwali, że z czasem zupełnie przystaniesz do naszéj gromadki. Czy będziemy jeszcze próbować?“
Dan spuścił oczy ku ziemi, a rękami nerwowo obdziérał korę z drzewa, które strugał właśnie, gdy wszedł pan Bhaer; ale usłyszawszy to zapytanie uczynione przyjaznym głosem, podniósł żywo wzrok i powiedział z takiém poszanowaniem, jakiego nigdy jeszcze nie okazał:
„I owszem, jeżeli łaska.“
„Bardzo dobrze, a więc nie mówmy już o tém, tylko zamiast pójść jutro na przechadzkę, będziecie musieli, ty i koledzy, doglądać biédną Czerwonkę, póki nie wyzdrowieje.“
„Dobrze.“
„Teraz idź na wieczerzę i staraj się pięknie postępować, nietyle przez wzgląd na nas, jak na siebie samego.“
To rzekłszy, uścisnął się z nim pan Bhaer za ręce, a Dan odszedł tak upokorzony jego dobrocią,