Strona:Mali Robinsonowie.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   6   —

jakimkolwiek wozem lub bryczką do domu, gdy naraz służący objawił chęć wstąpienia do poblizkiej wioski po zakupno jedzenia.
Dzieci czekały na niego pół godziny, godzinę, wreszcie niepokoić się poczęły.
— On nie wróci — odezwała się Małgosia z płaczem. — Cóż poczniemy?
— Mówiłem ci zawsze siostrzyczko, że ten człowiek jest podejrzany. Uśmiecha się złośliwie, oczy ma na dół spuszczone, to napewno jakiś niegodziwiec. Gdyby nie on bylibyśmy teraz wraz z mamusią, bo widocznem było, że nie chciał powstrzymać koni, miał w tem jakiś zamiar, żeby nie wracać.
— Być może — odpowiedziała żałośnie Małgosia — ale to najważniejsze, że jesteśmy teraz zdala od Paryża i nie dojdziemy tam nigdy, nie znamy bowiem nawet drogi, wreszcie to wielka odległość.