Strona:Mali Robinsonowie.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   5   —

nie dzieci, aby zawrócił i odwiózł je do matki, odpowiadał, że ani sposób to zrobić, gdyż mieszkańcy uciekają ze wsi i miast, zamęt więc ogromny a kule latać wkrótce tam będą nad głowami. Dowodził, że tam właśnie ustawia się wojsko nieprzyjacielskie i że pani Darska napewno uciekła stamtąd i złączy się z dziećmi w Paryżu.
Spostrzegły dzieci, że prośby ich nie odnoszą skutku i pocieszając się myślą zobaczenia matki w Paryżu, nie ponawiały swych błagań.
Ale nieszczęścia zawsze idą jedne za drugiemi.
Pociąg idący do Paryża był już ostatni i naraz zatrzymał się o 80 kilometrów od miasta, wypraszając podróżnych, gdyż jechać już dalej nie mógł.
Biedne dzieci wysiadły z Józefem, zamierzając czekać na okazję wyruszenia