Strona:Mali Robinsonowie.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   22   —

jawił chęć wyruszenia na poszukiwanie zaginionych.
Oczekiwał właśnie na papiery, któreby ułatwiły przebycie granicy i rozmyślał nad tem, w którąby się udać stronę, gdy naraz czujne ucho matki posłyszało głos ukochanych dzieci i w tejże chwili czworo rączek objęło szyję matczyną i całowało z radością najdroższą swoją mateczkę.
Józef, zobaczywszy co się dzieje, cofnął się niezadowolony, widząc, że plan jego tym razem upadł.
Maurycy patrzał zdziwiony na kryjącego się w drugim pokoju służącego i rzekł szeptem do matki: — Trzeba sprowadzić żandarma, gdyż Józef jest szpiegiem.
Sprowadzono i postawiono przy drzwiach, poczem przywołano Józefa.
Udał radość z widoku dzieci, lecz, gdy te opowiedziały mu, iż były świadka-