Strona:Mali Robinsonowie.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   20   —

— Co to? co to być może? — szeptały zdumione dzieci.
Naraz z błękitnych obłoków wysunął sią samolot i krążąc dość nizko nad górami warczał, rzucając białe jakieś płatki na ziemię.
Dzieci i ich opiekunowie powiewali ku powietrznym podróżnikom chusteczkami, poczem rzucili się aby złapać rzucane z samolotu kartki.
Z okrzykiem radości odczytali następujące słowa:
„Niemcy pobici: Niech żyje Francja!“
Nazajutrz rano, pozostawiono dzieci w szałasie i wyruszono zbadać okolice, czy możnaby odwieźć dzieci do Paryża, a i samym gdzieś bezpiecznie zamieszkać.
Dzieci pozostawione sobie, po paru godzinach oczekiwania na powrót swych opiekunów, postanowiły, gnane tęsknotą, puścić się same do Paryża, wiedząc, że po