Strona:Lutnia. Piosennik polski. Zbiór trzeci.djvu/252

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dawno o nas już radzono,
Byśmy wolnemi zostali,
Tego chciało szlachty grono,
Stąd Kościuszko bił Moskali.

Cóż po dzisiejszej wolności,
Gdy nas bezecni Prusacy,
Drą ze skóry bez litości —
Upaść muszą jacy tacy.

Lepiej z szlachtą my trzymajmy,
Oni słusznie o nas radzą,
Do ich sił naszych przydajmy,
A z tej toni wyprowadzą.

Przeciesz nas jest ludu siła!
Niech napastnik nic rozumie,
Że Ojczyzna nam nie miła —
Trzeba powstać miły kumie.

Weźmy kosy, piki, cepy;
Nim łotry się przysposobią,
Którzy myślą że kto ślepy,
Nie widzi co oni robią.