Strona:Lutnia. Piosennik polski. Zbiór trzeci.djvu/233

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Rój czarnych poczwar, nadętych tytułem,
J swoich przodków dźwigający chlubę,
Ten ja widziałem — jego nicość czułem,
J rad, z uśmiechem piję mu zagubę!

Nareszcie toast zaguby ostatni,
Wam ja to wznoszę, co chytremi szpony
Trzymacie w więzach miły mi lud bratni,
Wam ja to wznoszę — królowie i trony!

Teraz mi witaj szkarłatny promieniu
Złotej jutrzenki; tobie ja wiwaty
W ognistym serca i duszy płomieniu
Wznoszę i piję — Wiwat dla Oświaty!

Z tobą i ty mój darze od niebianów,
Spuszczon w promieniu dla ludów trwałości,
Gość między nami! — Wyklinam szatanów
Co wraz nic krzykną — Wiwat dla Jedności!

J was wyklinam nędzne samoluby,
Arystokraei, króle, pany panów!
Na waszem zgliszczu, na trupie zaguby
Wychylam — Wiwat dla Republikanów!