Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/57

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


znaczyć trzeba. A teraz; czy zechcesz odpowiadać jak najszczerzej na moje pytania?
— To zależy od pytań.
— Trzeba odpowiedzieć stanowczo: tak lub nie — podjął z pewną niecierpliwością Cyrano.
Manuel wpatrywał się przez długą chwilą z pod oka.
— A więc — tak!
To dobrze, Teraz idźmy porządkiem. Czy kochasz pannę Gilbertę de Faventines?
— Panie!-wyjąkał Manuel-i zrobił ruch, jakby chciał wstać i — uciec.
— Kochasz ją — rzekł Cyrano,zatrzymując go na miejscu pełnem siły spojrzeniem. — Wczorajsza improwizacja nie była dziełem czystej fantazji.Twój wzrok, twoja postawa, całe zachowanie się twoje, mówiły o tem wyraźniej jeszcze od wierszy, Hrabia Roland miał słuszność, będąc zazdrosnym.
Manuel podniósł czoło ruchem wyniosłym.
— A gdyby tak było? — zapytał z miną człowieka zdziwionego, że ktoś śmie zapuszczać wzrok w najtajniejszy zakątek jego serca.
— Zgoda, wystarcza mi to — podjął spokojnie Cyrano.r+Ale podejrzewam, że ośmielając się podnieść oczy aż tak wysoko, musiałeś mieć w tem jakieś jeszcze wyrachowanie.
— Bynajmniej!... Kochałem, wyznałem swą miłość i-dość na tem. To był najwyższy i jedyny cel mojej ambicji.
— W takim razie, mój drogi, jesteś szaleńcem!
— Dlaczego? Składam hołd kobiecie, której wdzięk i piękność oczarowały mnie, Jest to moja osobista sprawa. Co jej do tego, skoro mnie me kocha?
— Przypuszczałem co innego.