Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/51

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


I jednocześnie, ujmując go bez ceregieli za brodę, obrócił twarzą do słońca..
— Mam cię! — wykrzyknął. — To więc ty jesteś!
— Jasny pan poznaje mnie?..
— Do licha! Wiem teraz, dlaczegoś tak pilnie wzroku mego unikał.
Wstydziłem się...
— Faryzeuszu! Owej nocy przyrzekłem ci solennie, że przy pierwszem spotkaniu obwieszę cię na pierwszej lepszej gałęzi lub na pierwszym lepszym krzaku. Pamiętasz?
— Pamiętam. Ale ty, jasny panie, racz o tem zapomnieć. Owej nieszczęsnej nocy byłem daleko od swoich, zbłąkałem się, głód mi doskwierał — uległem pokusie.
— Hm, pokusa ta często powtarzać się musiała.
— Jestem w gruncie człowiekiem uczciwym.
— Aby dobrać się do tego gruntu, należałoby cię dobrze szablą obciosywać.
— Przysięgam...
— Dość. Koniec końców, odnalazłem cię i to w chwili, gdy przydać mi się możesz. A więc słuchaj, łotrze: pod pewnemi warunkami zrzec się mogę praw do twej skóry.
„Ja nie zrzeknę się prawa do zemsty” — mruknął do siebie opryszek.
A głośno wyrzekł:
— Ciałem i duszą należę do jasnego pana, Słucham rozkazów..
— Powiedz, gdzie Manuel?
— Na cmentarzu przy kościele Marji Panny. Ale o jedenastej ma wrócić do domu.
— Chodźmy tam; zaczekamy na niego.
— Jasny pan odważyłby się wstąpić w moje ubogie progi?
— Czemużby nie!