Strona:Ludwik Gallet - Kapitan Czart. Przygody Cyrana de Bergerac.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


i czekać tam powrotu Manuela, gdy znalazł się nagle twarz w twarz z Zillą.
— Pozwól, piękna panienko — rzekł uprzejmie — mam cię o coś zapytać...
Zilla podniosła oczy na człowieka,który ją tak śmiało zaczepił, a poznawszy poetę, zatrzymała się, czekając co powie.
Za plecami jej Ben Joel starał się ukryć twarz swą, która na widok Cyrana dziwnie sposępniała.
— Powiedz mi — mówił poeta — czy młodzieniec, który był wczoraj z wami w pałacu Faventines, ukrył się w jakiejś niedostępnej dziurze Nowego Mostu bom oczy wypatrzył, szukając go tam przed chwilą nadaremnie?,
— Pytasz pan o Manuela? — badała wróżka.
— O niego samego.
— Nie towarzyszy on nam dziś.
— Ach! a czy mógłbym wiedzieć, gdzie się podziewa?
— Niech pan zapyta brata; objaśni pana lepie] ode mnie.
Zilla skłoniła się lekko szlachcicowi i zniknęła w tłumie, pozostawiając Ben Joela w kłopotliwem sam na sam z Cyranem.
Włóczęga zabierał się przezornie do odwrotu, ale silna dłoń Sawiniusza spoczęła na jego ramieniu i w miejscu go osadziła.
— Cóż to — rzekł poeta — byłżebyś równie dziki, jak twoja siostra, i równie, jak ona, odmawiał odpowiedzi na moje pytanie?
— Jasny panie... — wybełkotał zmieszany łotr.
Ten głos żebrzący obudzić musiał jakieś przypomnienie w umyśle Cyran, bo starał się przypatrzeć twarzy mówiącego, który jednak uparcie trzymał Ją zwieszoną.
— Odpowiadaj-że! — zawołał niecierpliwie.