Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Oprzytomnij, Aniu Shirley, oprzytomnij, — zaśmiała się Filipa, ciągnąc ją za rękę. — Oddaliłaś się od nas o sto lat. Oprzytomnij.
Ania oprzytomniała z westchnieniem; oczy jej połyskiwały miękko.
— Zawsze lubiłam tę starą historję, — rzekła, — chociaż Anglja zwyciężyła wtedy; myślę, że lubiłam ją ze względu na tego starego, dzielnego komendanta. Ten grobowiec przypomniał mi ją znowu i uczynił tak rzeczywistą! Ten mały, biedny miczman miał zaledwie osiemnaście lat. „Zmarł od okropnych ran, które otrzymał w odważnej walce“ — tak głosi jego nagrobek. Więcej żołnierz pragnąć nie może.
Zanim Ania odwróciła się od grobowca, rzuciła jeszcze małą wiązankę fiołków na mogiłę młodzieńca, który poległ podczas wielkiego pojedynku morskiego.
— No, co sądzisz o naszej nowej przyjaciółce? — zapytała Priscilla, gdy Fila opuściła je.
— Podoba mi się. Mimo wszystkich głupstw, jakie mówiła, ma w sobie coś miłego. Zdaje mi się, jak sama mówi, że nie jest nawet w połowie tak płytka, jak się wydaje. Jest słodkiem dzieckiem, które chciałoby się całować, i wątpię, czy się pod tym względem kiedykolwiek zestarzeje.
— Mnie się tak podoba, — rzekła Priscilla stanowczo. — Mówi tak wiele o chłopcach, jak Ruby Gillis. Ale gdy Ruby mówi, wpadam we wściekłość, podczas gdy przy Fili muszę się serdecznie śmiać. Co jest przyczyną tego?
— Jest między niemi różnica, — rzekła Ania po chwili namysłu. — Zdaje mi się, iż idzie o to, że Ruby jest rzeczywiście tak pewna siebie wobec chłopców, igra miłością i zakochaniem. Poza tem, gdy chwali się swymi