Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/213

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XXVIII.
Wieczór czerwcowy.

— Ciekawam, jakie byłoby życie w świecie, gdzie panowałby stale czerwiec, — rzekła Ania, zbliżając się do Maryli i pani Linde, które siedziały na schodkach przed domem, rozmawiając o pogrzebie ciotki Atosy, której oddano dzisiaj ostatnią posługę.
Tola siedziała między niemi, pilnie odrabiając lekcje. Tadzio rozsiadł się na trawie, posępny i zadumany.
— Pewnie ci się już czerwiec znudził, albo jesteś zmęczona? — odpowiedziała Maryla z westchnieniem.
— To może prawda, ale czuję, że niełatwo znudzić się może czerwiec, gdy jest tak piękny jak dzisiaj. Wszyscy lubią czerwiec. Tadziu, skąd ta melancholijna listopadowa mina w okresie rozkwitu wiosny?
— Jestem chory i zniechęcony do życia, — odparł młody pesymista.
— W dziesiątym roku życia? Boże wielki, jakie to smutne!
— To nie żarty, — rzekł Tadzio z powagą. — Jestem zniechęcony, — powtórzył z odważnym wysiłkiem.
— Dlaczego i przez co? — zapytała Ania, siadając obok niego.
— Ponieważ nowa nauczycielka, która przybyła do nas, gdy pan Holmes zachorował, zadała mi na poniedziałek dziesięć ćwiczeń rachunkowych. Zajmie mi to