Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— To ładna i słodka dziewczyna i ma poczciwe serce, ale czy szczerze mówiąc główka jej jest zupełnie w porządku, Aniu?
— O, nie sądzę, aby w głowie jej miało być coś nie w porządku, — odpowiedziała Ania, ukrywając uśmiech. — Taki ma tylko sposób mówienia.
Ciotka Jakóbina potrząsnęła głową.
— Pragnę wierzyć, Aniu. Pragnę wierzyć, gdyż lubię ją. Ale nie rozumiem jej. Wyprowadza mię z równowagi. Nie jest podobna do żadnej z dziewcząt, jakie znałam, ani z tych, jakiemi ja sama byłam.
— Iloma to dziewczynkami ty byłaś, ciotko Jakóbino?
— Przynajmniej tuzinem, moja kochana.