Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/157

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ROZDZIAŁ XVIII.
Panna Józefina pamięta o Ani.

Gdy nadeszły święta Bożego Narodzenia, dziewczęta z „Ustronia Patty“ rozjechały się do domów, ale ciotka Jakóbina wolała pozostać w Kingsporcie.
— Nie mogę jechać gdzieś, gdzie mnie zaproszą, i zabrać ze sobą tych trzech kotów, — rzekła. — A nie chcę opuszczać tych biednych istot na jakieś trzy tygodnie. Gdybyśmy mieli porządnych sąsiadów, którzyby je karmili, mogłabym to zrobić, ale na tej ulicy mamy samych miljonerów. Więc zostanę tutaj i będę dla was ogrzewała „Ustronie Patty“
Ania wyjechała ze zwykłemi radosnemi nadziejami, które się niezupełnie spełniły. Zastała Avonlea w okowach tak wczesnej, mroźnej i burzliwej zimy, że najstarsi ludzie nie pamiętali podobnej. Zielone Wzgórze było dosłownie spowite w zaspy śnieżne. Prawie każdego dnia tych fatalnych wakacyj zrywały się okropne zawieje i nawet w ładne dni nieustannie wiał wicher. Zaledwie oczyszczono drogi, gdy znowu zasypywał je śnieg na nowo. Niemożliwością było prawie wyruszyć się z domu. K. M. A. usiłowało trzykrotnie urządzić zabawę na cześć studentów z Redmondu, ale każdego z tych wieczorów burza była tak gwałtowna, że nikt nie mógł pójść, musiano więc z żalem zrezygnować z tego zamiaru. Ania, mimo swej miłości i przywiązania do Zielonego Wzgórza, nie mogła nie wspominać z tęsknotą „Ustronia Patty“, weso-