Strona:Lucy Maud Montgomery - Ania z Wyspy.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszystko, co było przedtem i muszę znowu przepisywać od początku.
Ostatecznie jednak opowiadanie zostało zakończone i Ania przeczytała je Dianie w odosobnieniu facjatki. Wymyśliła swoją patetyczną scenę, nie zabiwszy Roberta Ray’a, i bacznem okiem spoglądała na Dianę, czytając ją. Przy scenie tej Diana wstała i rozpłakała się szczerze. Ale gdy nadszedł koniec wyglądała nieco rozczarowana.
— Dlaczego zabiłaś Maurycego Lennoxa? — zapytała z wyrzutem.
— On był złym typem, — wyjaśniła Ania, — musiał być ukarany.
— On mi się najwięcej ze wszystkich podoba, — rzekła Diana nieopatrznie.
— Ale umarł i żyć nie będzie, — odpowiedziała Ania z gniewem. — Gdybym mu pozwoliła żyć, prześladowałby Awerylę i Parsywala.
— Tak, gdybyś go nie naprawiła.
— Toby było nieromantyczne, a poza tem opowiadanie stałoby się za długie.
— No dobrze, w każdym razie opowiadanie jest skończenie eleganckie, Aniu, i uczyni cię sławną. Jestem tego pewna. Czy masz już tytuł?
— O, tytuł dawno już ustaliłam! Opowiadanie moje nazywa się „Pokuta Aweryli“. Czy to nie brzmi pięknie i dźwięcznie? A teraz powiedz mi szczerze, Diano: czy widzisz jakieś błędy w mojem opowiadaniu?
— Owszem, — rzekła Diana z wahaniem, — ta część, gdzie Aweryla piecze ciasto, wydaje mi się niedość romantyczna w porównaniu z resztą. To może każdy zrobić. Bohaterki nie powinny mojem zdaniem gotować.