Strona:Lucjan Szenwald - Utwory poetyckie.djvu/76

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I pochylony do przodu, z drżącymi nerwowo wargami,
nieruchomieje w siodle, a słońce we włos potargany
nitki mu plącze złote. O, usłyszał turkot kolejki,
dłoń odjął od szyi roweru — błyskawiczny skurcz palców — trzymał
uczepiony pociągu — pod stopą czuje wir pedałów — i lekki,
swobodny — daje się nieść — z przymkniętymi łagodnie oczyma,
i uśmiecha się, jakby jaskółki śpiewały mu z wszystkich kalenic:
szaleniec!


II

Kiedy się ma dziewiętnaście lat —
dziewiętnaście lat — i nic poza tym —
to się jest z wichurą za-pan-brat,
a ząb-za-ząb z siwiejącym światem:
miły jest wodnych nawałnic gwałt
piersiom, zanim je ból wysuszył,
a uśmiech lęgnie się w dołkach fałd,
gdy powietrze gwiżdże koło uszu!

Kiedy się ma dziewiętnaście lat
i poza tym nic — to łeb uwiera
na karku, jak wśrubowana w gnat
rozżarzona gruszka bessemera:
wziąć by tak dźwignię, oskard, pion,
i kuć, i wiązać podniebne schody —
a tylko ten otulony w szron
pęd ci pozostał, wichrze młody!

Kiedy się ma dziewiętnaście lat,
wrażliwość bywa subtelną kliszą,