Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie tom 2.djvu/046

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    cytujesz mi Witwickiego jako romantyka; a gdybym ja też jako klasyka zacytował Przybylskiego, boć pewno nie był ten romantykiem, co wszystkich klasyków tłómaczył. Podobnobyśmy oba dopuścili się grzechu przesady, i mógłby nam kto z boku powiedzieć, że religię winimy o zbrodnie fanatyzmu, a wolność o morderstwa rewolucyi francuskiéj. Nie możesz przecie rozsądnie utrzymywać, że Ossyan, Szekspir, Byron, Szyller byli zupełnie głupi, a ci wszyscy, co im się dziwią, stokroć głupsi, boć w téj liczbie są wieki całe i ludy. Nie! takiego zagorzałego zdania nie byłbyś zdolny, musisz więc przyznać, że mieli gieniusz; a kto zna ich pisma, ten zapewne przyzna, że właśnie było w charakterze takich gieniuszów tak, a nie inaczéj pisać.
    Popełniali wprawdzie wielkie dziwactwa niekiedy; lecz byłoż to w mocy natury ludzkiéj utrzymać się zawsze na szczycie nadludzkiéj wielkości? Wreszcie byłożby lepiéj, żeby ich pisma spalono? Nie byłoby może tych dziwactw, lecz ileż to stracilibyśmy nadzwyczajnych piękności! Nie należyż jednym dla drugich przebaczać, zwłaszcza że już od tylu wieków czekaliśmy napróżno od klasyków nowych piękności, a oni