Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/338

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mnie. Co za szkoda! myślałem sobie nieraz, że kto ze starszych niespisał opowiadań téj chodzącéj kroniki. —
Odtąd już nigdy niewidzialem Mickiewicza w tém nastrojeniu. — Parę lat późniéj znajdując się w Paryżu, zastałem go zamyślonym, milczącym, a jeżeli mówił to o rzeczach mających związek z nauką Towiańskiego. Wyobrażenia te, któremi się przejął spychały w cień historyą i literaturę, czego dowodem ostatnie dwa kursa prelekcyi jego: messyanizm pochłania tam wszystko, a raczéj staje na takim punkcie zkąd dotychczasowe prace ducha i umysłu człowieka, z nader rzadkiemi wyjątkami, wydają się jakby powleczone grubą mgłą. Gdy słowo miało się w czyn wcielić, uznano nieużyteczność pisanego słowa, przynajmniéj w kole wyznawców, z czego poszło że jak sam Adam, tak kilku innych z wyjątkiem Słowackiego przestało pisać i zajmować się rzeczami literatury. W domu swoim najczęściéj lubił słuchać muzyki; panna D. grała mu na fortepianie ulubione kawałki z Don Juana i różne melodye gminne białoruskie i litewskie — a czasem przy herbacie słuchał humorystycznych opowiadań Henryka Służalskiego, przyjaciela, który go do śmierci nieodstąpił. Pewnego