Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/337

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nadając nieocenioną wartość swoim portretom przez urozmaicenie ich anegdotami charakteryzującymi lepiéj i epokę i ludzi niż niejedna poważna historya. Miał on skarb nieprzebrany takich tradycji i anegdot — dowiódł tego w panu Tadeuszu; a kiedy się rozgadał, sypały się mu jak z rękawa. Obdarzony pamięcią i cudownym darem improwizacyjnym, opowiadał z tak porywającym urokiem, jak nikogo niezdarzyło mi się spotkać w życiu; a spotykałem w dzieciństwie sławnych opowiadaczy, między innymi niejakiego Chobrzyńskiego, który znał na palcach historyę domu Radziwiłłów, a szczególniéj wszystkie ich procesa majątkowe, rozwodowe, a nawet kryminalne, i kiedy puścił się w ten przedmiot prawił bez odetchnienia po kilka godzin, zapominając się częstokroć do tego stopnia, że mu słuchacz wynosił się po słuchaczu, a on, sam jeden wielkiémi krokami chodził po pokoju i prawił o swoich pozwach, replikach, duplikach, kondescensyach, exdywizyach, wyrokach i exekucyach. W téj powodzi terminów jurydycznych, zaplątała się nieraz jaka walterskocka scena malująca wybornie obyczaje owego czasu — ale nic się nieuchwyciło z tego méj pamięci dziecięcéj, odpychanéj palestranckim językiem niezrozumianym dla