Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/336

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


skiego, Skarżyńskiego, Karskiego i wielu innych, którzy gotowi byli pójść na Syberyą a niepodpisać zaboru. To właśnie służy za dowód, że samego ducha Konfederacyi oddzielić trzeba od ducha przywodzców; hańba ich niemoże spadać na połowę narodu, za to, że chciała stać przy prawach, instytucyach odwiecznych i używać służącéj sobie wolności do poprawy tychże stosownie z wymaganiami czasu. — Był to ten sam duch co w Konfederacyi Barskiéj, z różnicą, że Barszczanie wojowali z Moskwą, a Targowica uciekła się pod jéj skrzydła i zużyła się w kilka miesięcy. — Jest to jak widzisz, tradycya domowa, któréj nienależy spuszczać z oka, żeby niepopaść w niesprawiedliwe sądy względem ludzi wielkiego serca i wielkiéj miłości ojczyzny. Najlepiéj to mówi na ich obronę, że wielu i majątkami i osobami wspierało powstanie Kościuszki, z którem wybiła ostatnia godzina narodowego bytu — późniéj jeźli nie sami, to synowie ich zapełnili szeregi legionów. Dla kilkunastu wyrodków, niemoże cierpieć połowa narodu.
Z téj materyi zeszedł Mickiewicz w miarę zapytań moich, do innych szczegółów odnoszących się do osób stojących wówczas na świeczniku i wybornie oceniał ich sposób myślenia i czynności,