Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/334

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Korsaki i wielu innych których zapamiętałem z lat młodych i którzy mi całą tę sprawę objaśnili z ówczesnego punktu widzenia. Argumenta ich miały za sobą wiele słuszności. Jakto? powiadali — mamy sejmy wolne, mamy stare nasze konstytucye, a niemielibyśmy za wspólną naradą uchwalić zmian odpowiednich duchowi czasu i potrzebom kraju? Dla czegóż od początku wielkiego sejmu nieproponowano poprawy w ustawach i Konstytucjach? dla czego zaraz porobiono jakieś komisje niepraktykowane dotąd? Czy nowy tytuł miał coś lepszego stworzyć? Powiadano żeśmy przeciwni byli nadaniu swobód stanowi miejskiemu i włościańskiemu? A od kogoź jeśli nie od posła Republikańskiéj partyi wyszedł był projekt o miastach, który tak skwapliwie pochwycili konstytucyoniści i obrócili jak wodę na swoje koło? Wszyscy z nas pragnęli poprawy, ale niechcieli reformy niezgodnéj z przeszłością i konstytucyami. Wreszcie każdy oburzał się na pogwałcenie przysięgi królewskiéj. Król zaprzysiągł był narodowi Pacta conventa; czyliż kilkunastu posłów ma prawo uwalniać go od niéj bez zezwolenia wszystkich sejmujących? Nam partya przeciwna zarzucała że trzymamy z Moskwą; my równie mieliśmy prawo zarzucać im, że służą kró-