Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wielkie dzieje chrześciaństwa zapisane w niepożytych pomnikach architektury, rzeźby, malarstwa, oraz tradycyj i legend tulących się do tych zabytków, jak gałązki powoju.
Żywo ogarniający umysł jego niepotrzebował grzebać w książkach i w archiwach — dość mu było widzieć, aby rozumieć zagadkę kamieni i ludzi. Dlatego niezmordowanie zwiedzał wszystko, co było do widzenia na całym półwyspie, niepomijając Lombardyi, aż do Jońskiego morza i Neapolu. Te wycieczki odbywał najczęściéj w gronie osób, z którémi łączył go sympatyczny związek.
Szczęśliwym trafem, dającym się wytłumaczyć siłą atrakcyi, zjechało się wtenczas do Rzymu, jakby na hasło, piękne kółko, godne otaczać litewskiego wieszcza. Oprócz nierozdzielnego z nim Odyńca był tam: Henryk Rzewuski, ksiądz Chołoniewski, Stefan Garczyński, wszystko głośne krajowe sławy, z obcych: ksiądz de la Mennais i Montalembert, z kobiét: księżna Zenejda Wołkońska, prawdziwy geniusz opiekuńczy poety — i jeszcze jedna, która go zajęła więcéj niż prosta znajomość — hrabianka Ankwiczówna. Zajęcie to jednak, dla jakicheś przeszkód, zmieniło się późniéj w dozgonną przyjaźń.