Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mantyczna, rozsadziwszy zastarzałe formy nieprzypadające do miary nowych uczuć i wyobrażeń, które niemogły znaleźć głosu wtenczas, kiedy jeszcze inny głos wielki rozlegał się po polach bitew, zawichrzyła spokojniejsze pole literatury. Z średnich wieków wywołani zaklęciem paladyny, czarnoksiężniki, piękne damy, turnieje i trubadury kruszyli kopie swoje, z trzema jednościami klassycznéj trajedyi, a okrzyk: w Imię krzyża i pani tajemnéj myśli! głuszył zimną inwokację do pogańskiéj muzy. Całéj téj walce przysłuchiwał się chciwie nasz wileński uczeń; trafiała ona mu do ognistéj duszy, rozprzestrzeniała granice fantazyi, budziła uczucia całkiem nowe, i zachęcała do starcia się z témi formami i pojęciami, jakie kształcąc się na klassycznéj drodze przyjął był, i już w sobie na wiarę mistrzów wyrobił. Zapewne to wtenczas jeszcze, pod wpływem klassycyzmu, napisał był krytyczną rozprawkę nad Jagiellonidą Tomaszewskiego, umieszczoną w Pamiętniku warszawskim; już i w téj próbie przebijała ścisła znajomość starożytnych, sąd zdrowy, i pewien urok stylu rzadki nawet u tych, co wszystko na wygładzeniu okresów zasadzać lubili.
Z ukończeniem nauk uniwersyteckich, które