Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


o myśl lub współczucie, niepisał o Metampsychozie roślin, lub o kolorach.
Niedługo jednak trzeba było czekać aby poetyczna odezwała się żyłka w Adamie. Jedno silniejsze wstrząśnienie stawia nas zwykle na właściwéj drodze. Pożar wybuchnął w Nowogródku — niszczący żywioł śród ciemnéj nocy, samą okropnością piękny — zgiełk ratujących, płacz kobiét — i ta grupa smutnych pogorzelców siedząca na stosie niedopalonych szczątków, którą ranne słońce oświeca, tak pogodnie i spokojnie, jakby żadne nieprzeszło tędy nieszczęście — wszystko to rozbudziło młodą fantazyą, że musiała się wylać w wierszowany opis tego wypadku. Była to pierwsza próba; szkoda że nieznana, bo niewątpliwie dostarczyłaby ciekawych studiów nad iskierkami geniuszu poetycznego w zapasach z nieznajomą mu sztuką.
Drugie jeszcze silniéjsze wrażenie o jakiem rad rozpowiadał, odebrał podczas wkroczenia armii Napoleońskiej na Litwę w r. 1812. Sama natura na niebie i ziemi zdawała się objawiać przeczucie wielkiej jakiejś katastrofy gotującéj się w świecie. W początku jedynastéj pieśni Pana Tadeusza odmalował on tę przedburzę ogromnemi pociągami