Strona:Lucjan Siemieński-Portrety literackie.djvu/282

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wyrafinowanych mędrków najczęściéj pobijał zdrowym swoim rozsądkiem i temi prawdami, których niepotrzeba dobywać z książek: bo każdy znajdzie je w sobie, byle je umiał tam szukać.
Gdy wyszedł z lat dziecinnych, rodzice oddali go do blizkiéj szkoły powiatowéj w Nowogródku. Utrzymywali ją X.X. Dominikanie, u których znalazł ten sam tryb wychowania co w domu, a nadto wdrożenie się do pracy, gruntowne początki nauk, i tę gorącość religijnéj wiary co się późniéj w jego przelała pisma i co nieopuściła go nigdy, nawet kiedy się dawał unieść nauce niezbyt zgodnéj z nauką kościoła. — Jak to zazwyczaj bywa, młody wiek okazuje często takie skłonności, jakim późniejszy zaprzecza; któżby powiedział, że nasz przyszły poeta okazywał wielki pociąg do chemii? W domu gdzie mieszkał, była apteka; z niéj dostawał potrzebnych aparatów do swoich doświadczeń, które robił przed jego oczyma jeden z ojców Dominikanów wykładający naukę chemii. Mickiewicz długo zachowywał tę skłonność do nauk fizycznych i przyrodniczych, co się nawet odbiło w niektórych jego poezyach, szczególniéj w wierszu do Doktora S. — Podobien w tém Goethemu, z tą różnicą, że w momentach kiedy rzecz publiczna wołała na niego