Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ale mierzyć — mój-ty Boże! —
Z tym Wrocławiem se nie może.
Jakem stary, mogę pedzieć...
Bo i któżby tam mógł wiedzieć,
Ze to prawda, takie miasto!?
Dyć mój mózg to tez nie ciasto,
Boć mnie w skole dość chwalili,
Cheba raz-no na dzień bili, —
Toć wydziwić se ne mogę,
Jak ten Wrocław wymyślili.
Szersze jak opolska droga
Wam tam wszystkie są ulice;
Domy same kamienice,
Z dwiesta ich tam pono będzie,
A wszyscućkie w jednym rzędzie.
Jegomości Xięcia zamek
Przeciw tamtym lichy domek —
Wierzcie, kumie, co wam padam,
Scera prawda, stryków Hadam
Wam to samo, co ja, powie.
Jesce dziś mi sumi w głowie,
No pomyśleć takie dziwy:
Co dom, to zomek prawdziwy,
Drzwi jak wrota do stodoły, —
A cóz dopiero kościoły!
Więcej ich jak sto tam będzie,