Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Każdy wesół, a ich szczerość
Prosta, aż zuchwała,
A że sobie wszyscy równi,
Zgoda zawsze trwała.

Zawsze dla nich miłym gościem,
Kto do nich przystanie —
Ale, ale trzeba znać już
Wprzody obcowanie

I z duchami i z ptaszkami
I z szelestem liścia,
Bo gdy nie znasz ich języka,
To nie radzę wnijścia.





Przestroga.

Gdy się pączek rozwija
Z listków się podnosząc
I ku słońcu przebija
Swe wonie roznosząc:
Ten go zrywa, co lekkim
Obdarzony duchem.

Ale krótko się cieszy
Swoim nędznym łupem: