Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wracaj, Mospanie, sobie swoją drogą,
A co słyszałeś, oddaj w odpowiedzi:
Kaspar Karliński, olsztyńską załogą
Dziś dowodzący, jeszcze się nie biedzi
Jak się ma bronić, — a że nie zna zdrady,
Nadal w podobne nie wchodzi układy! —

Tak odprawiwszy komendant posłańca,
Nuż do obrony śmiało się gotuje,
Chożo jak dziewczę, co idzie do tańca;
Daje rozkazy, sam działa rychtuje,
To się uśmiechnie, złaje lub pochwali,
To zapał tłumi albo go rozpali.

Ledwie co skończył przestrogi, pochwały
I powydawał stósowne rozkazy,
Nagle armaty Rakuszan zagrzmiały,
Gwałtownie rymy i zamkowe głazy
Żelaznym gradem, ćmą strzałów okryły,
Z niemi, jak mrówki, Niemce się sypnęły.

Lecz co się stało? Czy się zdrada wkradła
Między załogę zamku olsztyńskiego?
Czy czarodziejska na nią trwoga spadła?
Na widok wojska pod wał ciągnącego
Stoją jak wryci, odporu nie dają,
Patrzą i patrzą i.... broń z rąk puszczają.