Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wiatry wyją, dzwony jęczą,
Konie rżą, oręże brzęczą,
Stawiają się roty.
Hej Zamojski, hej Batory,
Hej Czarniecki, ty z Cecory —
Spiesznie do roboty!

Hu, aż zimne biorą dreszcze,
Kwilą dzwony, a złowieszcze
Ptastwo biciem skrzydła
Tłumi dźwięczny brzęk orężów,
Śród szeregów czołga wężów
Chmura się obrzydła.

Hu, aż w głowie się przewraca,
Co za walka, co za praca,
Nieład, szum i krzyki! —
Tu trzasł piorun w Lanckorony
Ściany, znikły żmije, wrony,
Znikły wojska szyki.....





Wisła pod Krakowem.

Cóż się, Wisło wiecznie młoda,
Tak umizgasz do starego,
Na twą piękność nieczułego
Bolesławów groda?