Strona:Lubiński - Wianek z Górnego Śląska.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wkoło ogród, przybran w kwiatki,
Tam zawitaj do mej matki.

Powiedz, wiele cierpieć muszę;
Ale jedna boli rana
Mnie najwięcej, trawi duszę,
Sroższa niż srogość tyrana:
Że nie mogę jej powiedzieć,
Jak ją kocham i jej widzieć.

Powiedz, dłoń ma często broczy
W krwi góralów tych niewinnych,
Ale dusza, serce, oczy
Zawsze bawią w stronach innych
Z matką się w modlitwie,
We śnie, w myślach, też i w bitwie.

Pozdrów mi, bocianie, brata
Stanisława maleńkiego,
Aby pomniał, wzrosłszy w lata,
Pomścić mnie i ojca swego.
Pozdrów też siostrzyczkę małą,
Krewnych, dworzan, Polskę całą.

A jak wrócisz z nową wiosną,
Zastaniesz mnie — jeśli wrogi
Mnie oszczędzą — pod tą sosną;
Tam, mój przyjacielu drogi,