Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

biego, zamykając mu bez ceremonji drzwi przed nosem.
Hrabia przykładał do dziurki od klucza to oko, to ucho. Z razu nic nie usłyszał, prócz zwykłej, obojętnej rozmowy. Anna zaczęła następnie jakąś długą perorę... Naraz dał się słyszeć krzyk na pół stłumiony, poczem zaległa w pokoju hrabiny głucha cisza... W chwilę później, Anna drzwi otworzyła pozwalając wejść hrabiemu. Twarz jej wyrażała zadowolenie pełne dumy, biegłego chirurga, gdy uda mu się jaka niebezpieczna amputacja i on radby podzielić się swoim tryumfem z jak najszerszem kołem widzów, aby go podziwiali, oceniając należycie jego zręczność, której złożył tak świetne dowody.
— Udała się sztuka — szepnęła hrabiemu. Zastał żonę, trzymającą w jednej ręce miniaturę syna, w drugiej jego list. Z kolei to list, to portret do ust namiętnie przyciskała. Wyciągnęła do męża ramiona, całując go w łysą głowę. Nie przestała jednak wpatrywać się tymczasem z zachwytem w miniaturę Mikołaja. Następnie odsunęła z lekka męża, aby na nowo ponieść do ust list i portret syna najdroższego. Teraz weszła cała rodzina. Odczytano im list Mikołaja, w którym opisywał w krótkości przebieg dwóch bitew, gdzie był czynnym i zdobył sobie szlify oficerskie. Kończył zaś temi słowy:
„Całuję rączki mamusi i twoje tatku kochany. Błagam o wasze błogosławieństwo. Ściskam także najserdeczniej Wierę, Nataszkę i Pawełka“.
Pozdrawiał przyjaźnie profesora niemca i starą bonę francuzkę panią Chose. Prosił matkę najczulej, żeby pocałowała od niego specjalnie „drogą i najmilszą mu