Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

co słychać w dziedzinie polityki. Słuchał na pozór z wielką uwagą, nie odrywając jednak wzroku od córki.
— Aha... to zatem donoszą z Poczdamu? — bąknął, powtarzając ostatnie słowa mówiącego. Zerwał się nagle i przystąpił do córki:
— Czy to do naszych gości tak się wystroiłaś? Ślicznie, ślicznie, nie ma co mówić.. Czy i ta cudacka fryzura zrobiona dla nich?... Otóż na przyszłość, zakazuję ci najsurowiej... także wobec gości ubierać się w tak ohydny sposób, bez opowiedzenia się mnie i bez mego zezwolenia!
— Ja to zawiniłam — wtrąciła mała księżna, biorąc w obronę biedną Marję.
— Pani przysłuża prawo ubierać się jak jej się podoba — odpowiedział ironicznie z niskim ukłonem. — Moja córka atoli niepotrzebuje takich fryzur cudackich, bo i bez tego setnie brzydka...
Usiadł na nowo, nie zajmując się dłużej księżniczką, która ledwie mogła z najwyższym wysiłkiem łzy powstrzymać, cisnące się gwałtem do oczu.
— Ja bo znajduję, że księżniczce bardzo do twarzy z tą fryzurą — rzekł od niechcenia Bazyli.
— No, a teraz mój młody książę — zwrócił się Bołkoński do Anatola, jakby wcale słów tamtych nie słyszał — powiedz mi najprzód jak ci na imię? Potem usiądź bliżej. Musimy przecie poznać się nawzajem.
— Oho! Zaczyna się komedja — pomyślał Anatol, siadając na miejscu wskazanem.
— A więc, mój chłopcze kochany, wychowywano cię za granicą... w owym sławnym Paryżu... gdzie to jednak