Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

jest mi w życiu celem jedynym! Nie zdradzę się z tem przed nikim, ale cóż na to poradzić, że sława i uwielbienie ludzi, wydaje mi się droższem nad wszystko w świecie? Śmierć, ciężkie rany, strata całej mojej rodziny, wszystko mnie nie przestrasza, bylem zdobył cel upragniony! Kocham niezaprzeczenie ojca, siostrę, żonę, a jednak, choćby to się dziwnem wydało niejednemu, poświęciłbym ich wszystkich dla jednej chwili tryumfu, zapewniającego mi sławę i cześć u ludzi, obcych mi, nieznanych, obojętnych najzupełniej, i którzy takimi dla mnie i nadal pozostaną!
Wytężył słuch, chwytając uchem każdy szelest w koło pomieszkania Kotuzowa. Rozróżniał głosy służby, zajętej pakowaniem furgonu. Uderzył go szczególniej głos stangreta, który naśmiewał się ze starego kucharza Kotuzowa, przekręcając jego nazwisko. Kucharz nazywał się Tit.
— Djabli by cię porwali dowcipniusiu! — mruknął starzec rozgniewany i podrażniony śmiechami obecnych.
— Tak to się dzieje na świecie — pomyślał Bolkoński. — Jeden wynosi się nad drugiego, sądząc się lepszym i wyżej urodzonym. Ja zaś radbym znaleść się po nad nimi wszystkimi, otoczony aureolą sławy tajemniczej, niespożytej, którą widzę niejako unoszącą się w mgle po nad moją głową!