Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

trznych, książę Adam Czartoryski... Tacy to ludzie — tu Andrzej mimowolnie westchnął ciężko — rozstrzygają częstokroć losy narodów.
Zaraz nazajutrz zaczął się ruch obu armii. Borys nie widząc się więcej ani z Andrzejem, ani z Dołgorukowem, aż do owej pory, kiedy stoczono bitwę pod Austerlitz, pozostał najspokojniej w swoim pułku.





X.

Równo z brzaskiem dnia, szesnastego listopada, szwadron Denissowa, który należał do oddziału księcia Bagrationa, opuścił ostatnie miejsce popasu, aby wziąć udział w bitwie. Tymczasem o jaką wiorstę od punktu zbornego, kazano zatrzymać się w pochodzie całemu pułkowi Pawłogrodzkiemu. Rostow widział defilujących kozaków, kilka bataljonów piechoty i artylerji, jenerałów: Bagrationa i Dołgorukowa, wraz z ich adjutantami. Walka wewnętrzna, jaką staczał sam z sobą, aby pokonać trwogę szaloną, opanowującą go w chwili ataku i jego słodkie marzenia, w jaki sposób okaże teraz swoje męztwo i czem się odróżni od innych, rozpływały się w powietrzu niby bańka mydlana. On bowiem należał do rezerwy z całym szwadronem. Dzień wydał mu się wieczyście długim, nudnym i smutno mu było na duszy. O dziewiątej rano usłyszał gdzieś w oddali najpierw strzelaninę, potem przeciągłe „Hurra“, a po końcu