Strona:Lew Tołstoj - Wojna i pokój 03.djvu/107

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    czny, nie mają obecnie tego znaczenia co dawniej. Pójdziemy wprost do księcia Dołgorukowa, carskiego jenerała adjutanta, mego serdecznego przyjaciela i najlepszego w świecie człowieka. Wspominałem mu już o tobie książe. Może wynajdzie dla ciebie jakie miejsce przy swoim boku, a nawet wyżej, bliżej „słońca“...
    Bołkoński był zawsze gotów wesprzeć każdego młodego człowieka, i ułatwić mu karjerę. Miał w tem największą przyjemność. Pod pozorem protegowania innych (dla siebie bowiem, byłby nigdy nikogo o nic nie prosił), krążył dokoła sfery najwyższej, która go pociągała prawie bezwiednie, i z której płynęły promienie łask i względów wszelakich.
    Późnym wieczorem weszli do pałacu, który zajmowali obaj monarchowie wraz ze swoją świtą.
    Car i cesarz Franciszek byli przytomni dnia tego walnej naradzie wojennej, w której brali udział wszyscy członkowie Hofkriegsrath’u. Zadecydowano na niej, wbrew zdaniu starych, doświadczonych wojskowych, jak Kotuzow i książę Schwarzenberg, że trzeba rozpocząć kroki zaczepne, i wydać bitwę Napoleonowi. W chwili kiedy książę Andrzej szukał wszędzie Dołgorukowa, zauważył na twarzach obecnych podniecenie gorączkowe i wyraz tryumfu, z odniesionego zwycięstwa przez partję „młodych“, nad starszymi i ostrożniejszymi. Głosy umiarkowanych, radzących wyczekiwanie, zostały zagłuszone najzupełniej przez ich przeciwników. Ich argumenta pokonano tak dosadnemi i niewątpliwemi dowodami, że wypada natychmiast wystąpić zaczepnie i toczyć bitwę; iż owa bitwa, jak i zwycięstwo świetne, które nieodwo-