Strona:Lew Tołstoj - Nie mogę milczeć.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nym razie nie może się pogodzić z waszymi czynami.
I to wy właśnie, ludzie dojrzali, kierownicy innych ludzi, wyznający chrześcijaństwo, mówicie jak dzieci, które się pobiły, kiedy ich gromią za to, że się kłócą: «Nie my zaczęliśmy, lecz oni», i nic lepszego powiedzieć nie możecie, wy ludzie, którzyście wzięli na się rolę rządzenia narodem. I coście wy za ludzie? Ludzie uznający Boga, który zakazał wyraźnie nietylko wszelkich zabójstw, ale nawet gniewu przeciwko bliźnim, który zabronił nietylko sądzić i karać, ale nawet ganić bliźniego; który jaknajwyraźniej zganił wszelką karę i głosił obowiązek przebaczania, tak często jak błąd się powtarza; który nakazał nadstawiać policzek drugi, kiedy nas w jeden uderzono, i nie dawać złego w zamian za złe; który na przykładzie cudzołożnicy mającej być ukamienowaną, wykazał w sposób równie prosty jak i jasny niemożliwość sądzenia i karania człowieka przez człowieka. Wy, którzy uznajecie tego Pana za Boga, nie znajdujecie nic lepszego dla obrony swoich czynów jak powtarzanie: «To oni zaczęli. Oni zabijają, a więc i my ich zabijamy».