Strona:Lew Tołstoj - Nie mogę milczeć.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rosyi. Pamiętam jak Włodzimierz Sołowiew opowiadał mi wtedy z radością, że w całej Rosyi nie mogli znaleźć drugiego kata, i jednego wozili z miejsca na miejsce. Teraz zmieniła się postać rzeczy...
W Moskwie sklepikarz zbankrutował i zaproponował swoje usługi, aby wykonywać zbrodnie zgodnie z prawem, organizowane przez rząd i, otrzymując po 100 rb. od powieszonego, w krótkim czasie tak poprawił swoje interesy, iż wkrótce nie potrzebował już korzystać z tego ubocznego dochodu i teraz prowadzi w dalszym ciągu swój handel.
W Orle, w ostatnich miesiącach, zapotrzebowano, jak i wszędzie, kata i natychmiast znalazł się człowiek, który zgodził się sprawować ten urząd rządowego zbrodniarza, umówiwszy się po 50 rb. od człowieka. Dowiedziawszy się jednak już po zrobionej umowie co do ceny, że w innych miastach płacą drożej, dobrowolny kat, w czasie wykonywania wyroku, narzuciwszy na skazanego worek, zamiast prowadzić go na podniesienie, wstrzymał się, i, podszedłszy do dowódcy, powiedział: «Niech mi wasza ekselencya doda czwartą asygnatę, bo inaczej nie zacznę». Dodano mu, i wtedy wyrok wykonał.
Następnym razem trzeba było stracić pięciu. W przeddzień kaźni przyszedł jakiś nieznajomy, który pragnął rozmówić się w sprawie sekretnej. Zarządzający wyszedł. Nieznajomy powiedział: «Wczoraj ktoś