Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XIX.

Marzenia Eugenjusza spełniły się. Majątek był uratowany, cukrownia szła, buraki dopisały i spodziewał się dużych dochodów, żona miała córkę, teściowa wyjechała, wybrany został jednogłośnie.
Po wyborach chciał z miasta wracać do domu. Gratulowano mu, musiał dziękować. Przy obiedzie wypił dużo szampańskiego. Jakieś nowe plany życia zaczęły się snuć w jego głowie, jechał do domu cały niemi pochłonięty. Droga była dobra, słońce przygrzewało. Eugenjusz dojeżdżając do domu myślał o tem, że wybory spełniły jego dawniejsze marzenia, dając mu możność pracy społecznej n etylko w zakresie prostej wytwórczości gospodarczej ale i bezpośrednich wpływów na społeczeństwo. Przedstawiał sobie jak po trzech latach będą sądzić jego działalność nawet jego właśni chłopi. „Ot i ci” pomyślał jadąc przez wieś i ujrzawszy chłopa z kobietą, idących przez drogę z pełnem wiadrem. Wstrzymali się, dopóki ich ta-